Apel społeczny o pomoc Polakowi głodującemu w proteście przed urzędem Taoiseacha

Dzisiaj mam nietypowy temat dotyczący walki Polaka z systemem sądowniczym w Irlandii, czyli relację z wywiadu z Łukaszem Waliszewskim, który rozpoczął 53 dni temu protest głodowy pod siedzibą Premiera Irlandii. Protestujący Polak jest bardzo zdeterminowany, by ściągnąć uwagę najwyższych władz w Irlandii i uzyskać pomoc w przerwaniu impasu, w jakim znalazła się jego sprawa sądowa. Łukasz jest przekonany, że został niesprawiedliwie potraktowany podczas procesu sądowego o odszkodowanie za 2 wypadki przy pracy na terenie budowy prowadzonej przez firmę McArthur and Company w 2006 i 2007 roku. Łukasz pracował na wózku widłowym, ale został przeniesiony na inny rodzaj wózka widłowego nie uzyskawszy uprzednio właściwego przeszkolenia do pracy na odmiennym sprzęcie i dwukrotnie uległ wypadkowi przy pracy w wyniku tej zmiany oraz niewłaściwych warunków pracy. Efektem wypadków jest uszkodzenie kręgosłupa, zmiażdżenie 2 kręgów w 50 procentach w części lędźwiowej. Łukasz utrzymuje się z renty inwalidzkiej przyznanej mu w efekcie trwałego uszczerbku na zdrowiu nabytego w pracy.

Polak złożył sprawę do sądu w 2009 roku przeciwko firmie, która go zatrudniła. Pomimo miażdżących dowodów na złe warunki pracy na terenie budowy McArthur i Spółka, przedstawione w raporcie, który został sporządzany w czasie między pierwszym a drugim wypadkiem Łukasza, oraz pomimo zeznań potwierdzających taki stan rzeczy przez świadka, sprawa została rozstrzygnięta na niekorzyść powoda. W uzasadnieniu powołano się na fakt, że Łukasz miał wypadek samochodowy w okresie między pierwszym a drugim incydentem na budowie i ponieważ fakt ten nie został wymieniony w zeznaniach pod przysięgą, a o potrzebie załączenia zeznań dotyczących wypadku samochodowego Łukasz, jak twierdzi, nie został poinformowany przez swojego adwokata, uznano zatem, że Łukasz próbował oszukać system. Jednak Polak mówi, że jego dokumentacja medyczna wyraźnie stwierdza, że uszkodzenia kręgosłupa nie mają związku z wypadkiem samochodowym i jest to udokumentowane skanami i opiniami lekarskimi. Ponadto, Łukasz podkreśla, że w czasie tej rozprawy pierwszy sędzia, który jej przewodził, przychylał się do wyroku na korzyść Polaka, ale końcowy etap rozprawy został odroczony w czasie z racji brakujących zeznań o wypadku samochodowym i resztę przewodu poprowadził inny sędzia, co mogło wpłynąć na końcowy wyrok. Takie są konkluzje Łukasza, który nie rozumie, dlaczego zmieniono sędziego w toku sprawy.







Łukasz próbował się odwoływać, długo szukał reprezentacji prawnej w tej sprawie. Niestety firma, która się podjęła go reprezentować, nie wywiązywała się ze jej obowiązków wobec swojego klienta i wobec sądu, nie stawiała się na posiedzenia sądu i nie donosiła wymaganych dokumentów. W ostatnim dniu upływającego terminu na dostarczenie dokumentacji do sądu firma wezwała Łukasza na podpisanie dokumentacji i na tym spotkaniu Polak został zmanipulowany i przekonany do podpisania rezygnacji z kontynuacji procesu odwoławczego. Łukasz twierdzi, że był wówczas w bardzo złym stanie psychicznym i fizycznym, na lekach przeciwbólowych i przeciwdepresyjnych i dlatego prawnikom łatwo było wywrzeć na niego nacisk i przekonać do podpisania niekorzystnej decyzji, zwłaszcza, że nie było przy tym tłumacza i dokumentacji w języku polskim, co jak się potem okazało również było niedopatrzeniem i obciąża tę firmę prawnicza, działającą na niekorzyść swojego klienta. Według Łukasza, firma ta postąpiła z nim w ten sposób, by uniknąć konsekwencji wynikających z zaniedbania swoich obowiązków wobec powoda i sądu w podjętej sprawie. Liczono na jego niewiedzę, brak znajomości swoich praw i brak determinacji ze względu na zły stan zdrowia. To było lato 2015 roku.


Łukasz przemyślał sprawę w drodze do domu, w rozmowie telefonicznej poinformował adwokatów, że chce anulować podpis pod rezygnacją ze sprawy jeszcze tego samego dnia, a był to piątek. Adwokaci polecili mu wrócić do kancelarii w poniedziałek, a wtedy okazało się, że decyzja o rezygnacji złożona już została w sadzie w ów piątek, dzień złożenia fatalnego podpisu. Łukasz udał się do sądu sam i uzyskał od sędziny opinię, że został oszukany, firmie adwokackiej należy się kara i dostał 10 tygodni na złożenie apelacji, wysłanie dokumentacji do sądu i zaangażowanych stron. Jednakże, trybunał odwoławczy złożony z trzech sędziów po naradzie odrzucił apelację i utrzymał w mocy podpis rezygnacyjny z apelacji złożony 10 tygodni wcześniej przez Łukasza. Łukasz twierdzi, że do narady za zamkniętymi drzwiami dołączył czwarty sędzia nie należący do trybunału, prawdopodobnie wpływając na niekorzystny dla Łukasza werdykt.


Łukasz odwołał się do Sądu Najwyższego, ale i to nie dało oczekiwanego rezultatu. Szukał również pomocy w Sztrasburgu, gdzie sąd w składzie jednoosobowym wydał decyzję, że nie wszystkie ścieżki prawne zostały wykorzystane w Irlandii. Okazuje się, że Łukasz ma prawo się odwoływać od ostatniego wyroku ale szkopuł w tym, że żadna z odwiedzanych kancelarii nie chce się tego podjąć, lub podjąwszy sprawę szybko z niej rezygnuje pomimo początkowego entuzjazmu. Mimo opinii prawnych wskazujących na możliwości podania do sądu poprzednich adwokatów, gazety, która zniesławiła Łukasza imię i samej firmy budowlanej, próby takie za każdym razem kończą się fiaskiem i kancelarie rezygnują z reprezentowania Łukasza po pierwszej wizycie w sądzie. Nawet polecony przez ambasadę polską w Dublinie adwokat nie wywiązał się ze swoich obowiązków, wziąwszy początkowo sprawę zwodził Łukasza i zniechęcał do dalszej walki, a gdy Łukasz zrezygnował z jego usług, adwokat odmówił zwrotu dokumentacji i pieniędzy. Istnieje nagranie, które ilustruje nieuczciwą postawę tego adwokata, gdyż po tylu latach zmagań z systemem prawnym w Irlandii Łukasz nauczył się już być równie bezwzględnym graczem jak jego widzialni i niewidzialni przeciwnicy. Ewidentnie istnieje jakaś zmowa milczenia i kogoś się tu kryje.


Łukasz już czterokrotnie był zwodzony przez różnych prawników, początkowo podejmujących się poprowadzić jego sprawę i nie muszę mówić, że stracił przy tym już sporą sumę pieniędzy. Nie tracił jednak nadziei. Udał się do Legal Aid Board. Również tam spotkał się z niechęcią, żeby mu w jakikolwiek sposób pomóc, a dodatkowo miał duże problemy, żeby uzyskać kopie dokumentacji z posiedzenia z Legal Aid Board. Otrzymana dokumentacja nie spełnia oczekiwanych standardów.


Za sugestią ambasady polskiej Łukasz zgłosił się też do Law Society – organu regulującego i edukacyjnego względem prawniczych profesji w Irlandii. Polak złożyć tam skargę na nieuczciwych prawników, z którymi miał do czynienia i również nie uzyskał stamtąd wsparcia.


Dostęp do dokumentacji sadowej z rozprawy początkowej czy apelacyjnej wydaje się być kolejną Odyseją. Jest to proces wielopoziomowy, wymaga spotkań w sądzie pełnomocników, spotkania są odwoływane, sędzia z sądu pierwszej instancji nie ma dostępu do tych sprawozdań, a za każdą taką czynność dotyczącą pozyskiwania dokumentacji z sądu trzeba płacić. Zakrawa to na farsę, szczerze mówiąc, lub zabawę w ciuciubabkę. Podsumowując, by założyć znów sprawę o odwołanie od poprzedniego wyroku, Łukasz potrzebuje dokumentacji z sądu, której jak dotąd nie uzyskał od firmy udostepniającej transkrypty z obrad sądu, a fakturę za niespełnioną usługę już otrzymał. Osobiście nie można załatwić nic, transkrypty przewodu sądowego są przekazywane osobom, których to dotyczy za pośrednictwem takiej oto firmy. Wygląda to jak klasyczna machina do naciągania na kasę przy jednoczesnym stopniowym zniechęcaniu petentów do walki o swoje prawa. Tutejszy system sprawiedliwości nie wygląda wcale różowo i przyjaźnie dla obywatela lub rezydenta Irlandii. Trudno się oprzeć wrażeniu, że system sprzysiągł się przeciwko Łukaszowi.


Zdeterminowany Polak, próbował uzyskać pomoc także poprzez największe kancelarie prawne w Polsce, ale taka firma musiałaby wynająć kancelarię w Irlandii, gdyż polska kancelaria nie ma żadnych uprawnień do prowadzenia sprawy w innym kraju, co jest poniekąd logiczne.


A Łukasz mówi, że nie zaufa już żadnemu prawnikowi w Irlandii i dlatego postanowił w akcie desperacji rozpocząć strajk głodowy przed siedzibą Taoiseacha. Ze swojego głodowego strajku wysyła dzienne raporty do 25 różnych instytucji europejskich i polskich ambasad. Odezwały się do niego dotychczas dwie instytucje. W momencie naszego spotkania 27 lipca Łukasz głodował już 50 dni i był po pierwszym dniu bez wody. Łukasz wspomniał, że ponad tydzień temu pojawił się nawet ktoś z Ministerstwa Spraw Zagranicznych, ale sądząc po nazwisku, które Łukasz wymienił, to mógł być sam Taoiseach. Ktokolwiek to był, zebrał Łukasza namiary i obiecał ponownie się skontaktować, ale póki co jest cisza z tego kierunku.

Łukaszem opiekują się przyjaciele, zaglądają do niego pracownicy socjalni dbający o bezdomnych, Garda też ma na niego przyjazne oko. Były również służby medyczne by sprawdzić jego podstawowe parametry życiowe. Mężczyzna stracił już 20 kilogramów wagi ciała. Kiedy przeprowadzaliśmy z Łukaszem rozmowę, padał deszcz i było wietrznie. Mężczyzna trzyma się niezłe pomimo długiego postu. Otaczają go zalaminowane tablice z krótką historią jego walki o sprawiedliwość, każdy może podejść i przeczytać, czego dotyczy jego protest. Jeśli mam być szczera, nie pokładam wielkiej wiary we władze Irlandii, zdecydowanie w ostatnich czasach nie wzbudzają zaufania. Ale mam wciąż wiarę w zwykłych ludzi, którzy może mają jakieś kontakty, jakiś pomysł, a przede wszystkim dobre serce i zwykłą ludzką przyzwoitość. Jeśli ktoś ze słuchaczy ma jakaś propozycje pomocy dla Łukasza w przebiciu tego niewzruszonego muru sytemu legalno-sądowego w Irlandii, prosimy o kontakt z Hello Irlandia przez nasza stronę internetową, Facebooka czy Twitter.


Ponadto, jeśli ktoś ma podobną historię do opowiedzenia, niezależnie czy perypetie sądowe zakończyły się klęską czy sukcesem, chętnie się z nimi zapoznamy i opowiemy o nich szerszej publiczności. Oddaję na sam koniec głos Łukaszowi.



🎥Emilia Pasoń

253 wyświetlenia0 komentarz