Zwiedzamy Zieloną Wyspę! CONNEMARA 🏞️☘️

Aktualizacja: 4 sie 2020

Connemara to taki fragment Irlandii, który każdego potrafi czymś oczarować! To raj dla wszystkich tych, którzy cenią kontakt z dziką, dziewiczą przyrodą. To kraina leżąca w zachodniej części prowincji Connacht. Ten czarujący region przeplatany jest jeziorami, wrzosowiskami, moczarami oraz pasmami górskimi. Swoją nazwę obszar ten wywodzi od pierwotnych plemion zamieszkujących kiedyś te tereny – Connmacne, a dokładnie od grupy żyjącej nad morzem, czyli Conmacne Mara (po irlandzku morze to muir). W 1980 roku na tym terenie został utworzony park narodowy.


Nie znajdziecie tu wielu zabytków czy tak często spotykanych na Zielonej Wyspie megalitycznych budowli. To, co przede wszystkim przyciąga tutaj to widoki zapierające dech. Zdaniem Oscara Wilde Connemara to tutaj zamanifestowało się najbardziej dzikie piękno Irlandii, zdaniem innych zaś to po prostu zwykłe irlandzkie Bieszczady, dzika Islandia albo bajkowa Nowa Zelandia.


Do Connemara wyruszyliśmy dość wcześnie. Pogoda nie była zbyt obiecująca. Ciemne chmury i silny wiatr nie wróżyły niczego dobrego. Liczyliśmy jednak na zmienność irlandzkiej aury. Po dwóch godzinach podróży od wyjazdu z Dublina krajobraz zaczął się zmieniać. Wjechaliśmy na tereny "prawdziwej, dzikiej Irlandii". Można się było tam poczuć jak na planie filmowym ‘The Lord of the Rings’. Na horyzoncie, zaczęły wyłaniać się pierwsze pagórki. Krajobraz przybrał wygląd typowej krainy północy. Drogi zaczęły wić się serpentynami pośród wzgórz. Na asfalt wchodziły stada pasących się owiec. Na wzgórzach pojawiały się kuce Connemara. Po drodze mijaliśmy tradycyjny krajobrazy tej części wyspy czyli zieleń poprzecinaną kamiennymi murkami.


Drogami wędrowały samopas owce wyglądające jak fanki punk rocka. Jaskrawe kolory na ich runie nie jest bynajmniej przejawem żadnego trendu alternatywnej mody, a oznaczeniem własności zrobionym farbą. Dzięki niemu, wiadomo do czyjego stada należały. Stada owiec ubarwione były różnorodnie. Od błękitu poprzez zielenie, seledynowy, róże aż do czerwieni i purpury. Owce wędrują tam bez problemu, drogami.

Droga w Connemarze – góry, skały i… owce na środku drogi



Pięknie było tam wszędzie. Po drodze minęliśmy też jedyny fiord w Irlandii (Killary Fjord).

Znajduje się on kilkanaście kilometrów od Parku w Connemarze i ma 16 km długości.


Największymi atrakcjami turystycznymi tego regionu, poza malowniczymi widokami, są Connemara National Park oraz opactwo nad jeziorem Kylemore (Kylemore Abbey).


Naszą wycieczkę do Connemara na długi weekend rozpoczęliśmy zatem od wizyty w ulokowanym w dolinie XIX-wiecznym opactwie Kylemore. Ten neogotycki budynek, wybudowany u podnóża góry Druchruach i jeziora wydaje się miejscem jak bajki. Jest uważany za jedno z najbardziej romantycznych budowli w całej Irlandii, a jak wiadomo nie brak na Zielonej Wyspie zamków i pałaców. Zamek ten położony jest nad jeziorem Kylemore i niezwykła przyroda podkreśla jeszcze jego urodę.


Neogotycki budynek został zbudowany w roku 1868 przez Mitchella i Margaret Henry. Tradycja głosi, że odwiedzili oni Connemarę podczas swojej podróży poślubnej w roku 1850 i urzeczeni pięknem krajobrazu, postanowili zbudować tam pałac.


Niestety, w roku 1874 podczas wakacji spędzanych w Egipcie, Margaret zachorowała na dyzenterię i zmarła. Była piękna, kochana przez wszystkich, miała dopiero 45 lat i była matką dziewięciorga dzieci. Jej ciało zostało zabalsamowane i przewiezione do Connemary, gdzie spoczęła w wybudowanym dla niej na posiadłości mauzoleum. Mitchell postanowił zbudować ku jej pamięci "katedrę w miniaturze" i w latach 1877- 1881 powstał nieopodal pałacu neogotycki kościół wzorowany na angielskich gotyckich budowlach. Piękny kościół jest świadectwem jego miłości do żony. W roku 1920 do Kylemore przybyły benedyktynki. Przez wiele lat, prowadziły one tutaj ekskluzywną szkołę żeńską (ostatni rocznik opuścił mury szkoły w 2010 roku).


Naprawdę warto odwiedzić to miejsce. Można tu zwiedzić nie tylko wnętrza benedyktyńskiego opactwa, ale również gotycki kościółek i wiktoriańskie ogrody. Jest dobrze zaopatrzony sklep z pamiątkami i restauracja. To obowiązkowy punkt na trasie po Connemara.


Wiktoriańskie ogrody pałacowe oraz szklarnie z uprawami pochodzące z tamtego okresu.


Connemara to region, w którym mówi się nadal po irlandzku. Mało jest w Irlandii stref zwanych Gealtacht, gdzie mówi się rodzimym językiem gaelickim. Ciężko byłoby tego nie zauważyć. Znaki drogowe mogą nieraz namieszać w głowach turystów, bo rzadko kiedy zawierają zanglicyzowaną wersję nazw miejscowości. W Connemara mówi się po irlandzku i robi wszystko, by ocalić rdzenną kulturę.


Jedną z bardziej popularnych form aktywnego spędzania czasu w tym rejonie jest kajakowanie. My też postanowiliśmy spróbować popływać na kajakach. Na naszego przewodnika oraz instruktora wybraliśmy Ewę Witek z Conommara Escape. To było niesamowite przeżycie, pełne śmiechu oraz kolejnych zachwytów nad krajobrazem. Okazało się, że kajakowanie wcale nie jest takie trudne. Szlaki wodne, którymi prowadziła nas Ewa były spokojne oraz bezpieczne, zwłaszcza dla kogoś, kto kajakuje po raz pierwszy (tak jak my). Zanim wyruszyliśmy w trasę po rzece, nasza instruktorka zaopatrzyła nas nie tylko w kajaki oraz kamizelki ratunkowe, ale także pokazała nam jak wiosłować. Oto krótkie video z naszej kajakowej przygody 🛶🌞


🎥 Marta Łuczak ProVision Photography


Jadąc dalej na zachód dojechaliśmy do miejscowości Clifden, będącym nieformalną stolicą tego regionu. Clifden położone jest nad zatoką i jest świetnym miejscem wypadowym na spacery, a także krajobrazowe wycieczki rowerowe i samochodowe. Z ciekawostek to Clifden jako pierwsza miejscowość w historii została połączona kablem telefonicznym z Ameryką i to tutaj zakończył się pierwszy lot transatlantycki.


W Clifden postanowiliśmy zatrzymać się na noc w Ben View House ( Bed & Breakfast), w którym jak w kapsule czasu przenieśliśmy się do 19-wiecznej Irlandii. Dom ten jest pełen antyków sprzed stu lat, a nasze śniadanie jedliśmy używając srebrnej zastawy! Tego się w Connemara nie spodziewaliśmy! W tym przytulny B&B panuje prawdziwie rodzinna atmosfera, głównie za sprawą bardzo gościnnego właściciela, Desa McPartland’a. Usłyszeliśmy od niego kilka lokalnych opowieści oraz poznaliśmy historię tego zabytkowego budynku. Pobyt tam to była sama przyjemność i na pewno tam jeszcze zawitamy!




Zaraz po śniadaniu wyruszyliśmy znowu w drogę. Tym razem za cel naszej podróży obraliśmy słynny w okolicy sklep Roundstone Music and Craft Shop, gdzie postanowiliśmy kupić Bodhran. Bodhran to irlandzki bęben, na którym wprawny muzyk potrafi wybijać niesamowite rytmy. Nazwa bębna pochodzi od irlandzkiego słowa "Bodhar", które oznacza osobę głuchą, bądź nawiedzającą. Zobaczcie co o tym irlandzkim bębnie powiedział nam sam właściciel Roundstone Music and Craft, Malachy Kearns ☘️👇


Niestety to był ostatni punkt naszej podroży. Z żalem żegnaliśmy Roundstone oraz zachwycającą krajobrazem i dzikością krainę zwaną Connemara. Warto zagospodarować sobie kilka godzin na trekking. My zdecydowanie przeznaczyliśmy na to zbyt mało czasu. Planujemy jednak odwiedzić Connemara jeszcze raz, więc na pewno pójdziemy na szlak!


Ahoj, przygodo!


#Connemara | #wakacje | #lato | #holidays | #Ireland | #Irlandia | #staycation | #weekendvibes |#DiscoverIreland |#LoveIreland |#weekend | #videos | #wakacje2020 | #staycation2020

204 wyświetlenia0 komentarz